Tekst ukazał się również na portalu wspianie.pl
Haute Route – legendarny alpejski trawers
Między dwoma kultowymi dla ludzi gór kurortami – Chamonix i Zermatt – przebiega skiturowa trasa, której nazwa brzmi jak marka perfum dla ludzi o spalonych słońcem twarzach i stalowych łydkach. Haute Route to w praktyce około 120 kilometrów stromych podejść, emocjonujących zjazdów i momentów, w których zadajesz sobie pytanie: „czy ja naprawdę za to zapłaciłem i jeszcze wziąłem urlop?”.
Po drodze trawersujemy rozległe, uszczelinione lodowce, pokonujemy techniczne przełęcze i zdobywamy szczyty poruszając się w dużej mierze na wysokości przekraczającej 3000 m n.p.m. Każdego dnia osiągamy przewyższenia od 600 do 1500 metrów, a noclegi spędzamy w odciętych od cywilizacji górskich schroniskach.
Haute Route to narciarska przygoda przeznaczona dla zaawansowanych skiturowców i popularny cel wypraw skiturowych z przewodnikami.
Trochę historii
Korzenie Haute Route sięgają połowy XIX wieku, kiedy członkowie angielskiego Alpine Club latem przeszli przez góry z Chamonix do Zermatt. Dżentelmeni w melonikach i z długimi czekanami przy boku nazwali wtedy swoją trasę po prostu Wysoką Drogą (The High Level Route).
Francuskie określenie Haute Route utrwaliło się dopiero po pierwszym przejściu na nartach, zainicjowanym przez Michela Payota w styczniu 1903 roku. Ekipa Payota potrzebowała na pokonanie trasy zaledwie siedmiu dni, z krótką przerwą na przeczekiwanie załamania pogody w Evolène.

Od tamtej pory Haute Route jest symbolem narciarskiej turystyki wysokogórskiej, a w latach 70. i 80. nowoczesnego skialpinizmu. Wraz z rozwojem lekkiego sprzętu pojawiła się nowa moda: przejścia szybkie.
Dziś rekordy szybkości są osobnym rozdziałem historii Haute Route, a czasy jej pokonania wydają się kosmiczne. Aktualnie najszybsze przejścia należą do Gaëlle Perrier i Clary Masserey (zespół kobiecy, 23 godziny 35 minut, 2025) oraz do Benjamina Védrinesa i Samuela Equya (zespół męski, 14 godzin 54 minuty, 2023).
Dla większości narciarzy Haute Route to jednak przede wszystkim klasyczna przygoda, w której liczy się rytm dnia, atmosfera schronisk i kontakt z surowym, górskim krajobrazem. W tempie Michela Payota.
Haute Route dzień po dniu
Dzień 1: Argentiere – Col du Passon – Refuge Albert 1re
Haute Route zwyczajowo zaczynamy w oddalonym o 9 km od Chamonix niewielkim miasteczku Argentiere. Wspomagając się wyciągami tutejszego ośrodka narciarskiego, dostajemy się na lodowiec o tej samej nazwie.

Po tym jak w 2018 roku kolejka na Grand Montets spłonęła, najłatwiej jest to zrobić trawersem nieco powyżej schroniska Lognan. Po minięciu seraków lodowca i przekroczeniu go niemal w poprzek, czeka nas krótka, ale czujna wspinaczka przez morenę boczną i długie podejście zakosami na Col du Passon (3028 m n.p.m). Ostatnie metry do przełęczy pokonujemy w rakach z nartami na plecach.

Z przełęczy czeka nas przyjemny zjazd lodowcem Tour aż do schroniska Albert 1re, gdzie spędzamy pierwszy nocleg. Tak zaplanowany pierwszy dzień obejmuje „jedynie” 1100 metrów przewyższenia i pozwala na w miarę łagodne wejście w świat Haute Route.
Dzień 2: Refuge Albert 1re – Col Supérieur du Tour – Col des Ecandies – Champex Lac
Drugi dzień zaczynamy podejściem na nieodległą Col Supérieur du Tour (3288 m n.p.m.), najpierw łagodnym lodowcem, a potem stromym kuluarem, którego końcówka również wymaga założenia raków. Po przejściu przez wąską szczerbinę na słoneczną stronę grani, przy odrobinie szczęścia do pogody, możemy podziwiać niezwykłą scenerię lodowca Trient.
Po prawej stronie góruje magiczny masyw Aiguilles Dorées, a po lewej, nieco za naszymi plecami, strzelista turnia Aiguille Purtscheller. Obie góry oferują latem najlepszej klasy wspinanie w pomarańczowym granicie.

Lodowcem Trient zjeżdżamy w stronę przełęczy Col des Ecandies (3186 m n.p.m.). Żeby się na nią dostać, musimy pokonać krótką, ale dość wymagającą ferratę. Jest ona wyposażona w stalową poręczówkę i tak zwane świńskie ogonki, których możemy użyć jako punktów do asekuracji.
Z przełęczy czeka nas ponad 1500 metrów zjazdu doliną Arpette, aż do urokliwego Champex Lac. Tu w jednej z oberży zamawiamy kawę i czekamy na umówioną wcześniej taksówkę, która zabiera nas do Bourg-Saint-Pierre – miejsca naszego kolejnego noclegu.
Warto zaznaczyć, że pierwsze dwa dni to zaledwie rozgrzewka. Jeśli czujesz, że mocno cię one zmęczyły, Bourg-Saint-Pierre jest miejscem, gdzie można przerwać trawers – oczywiście z zamiarem lepszego przygotowania i powrotu za rok.
Dzień 3: Bourg-Saint-Pierre – Cabane de Valsorey
Po krótkim powrocie do cywilizacji czeka nas jeden z trudniejszych psychicznie dni. Do pokonania mamy 1400 metrów przewyższenia i ani kawałka zjazdu. Rekompensatą za trud jest niesamowity widok na górujący za plecami masyw Mont Velàn.
Schronisko Valsorey jest ciasne i panują w nim iście spartańskie warunki. Zarządcą jest Isabelle, o której mówią, że jest dobrą wróżką tego miejsca. Isabelle czuwa też nad dobrostanem swoich gości. Prąd jest dobrem reglamentowanym, a skoro nie ma możliwości naładowania telefonu, to nie ma też scrollowania Instagrama przed snem.

Dzień 4: Cabane de Valsorey – Le Plateau du Couloir – Col du Sonadon – Cabane de Chanrion
Dzień czwarty zaczyna się wymagającym podejściem na Plateau du Couloir. Idziemy w rakach po stromym, często twardym zboczu, na końcu wykonując eksponowany trawers. To jedno z bardziej wymagających miejsc na całej trasie i nie możemy pozwolić sobie na jakikolwiek błąd.

Następnie już na nartach pokonujemy Col du Sonadon (3503 m n.p.m.) i zjeżdżamy na lodowiec Durand. Przy dobrej pogodzie odcinek ten nie nastręcza problemów, ale przy braku widoczności może być nie lada wyzwaniem. Trasa meandruje bowiem pomiędzy szczelinami i przecinającymi lodowce skalnymi barierami.

Na koniec czeka nas jeszcze krótkie podejście do schroniska Chanrion, które jest miłą odmianą po ostatniej nocy w Cabane de Valsorey.
Dzień 5 – Cabane de Chanrion – Pigne d’Arolla – Cabane des Vignettes
Kolejnego dnia ruszamy do góry lodowcem Brenay, by tuż przed jego spiętrzeniem odbić w kierunku Col de la Serpentine (3538 m n.p.m.). Tu musimy sprawnie przejść poniżej pasa seraków i wydostać się na rozległe plateau. Następnie, przedostając się przez stromy, uszczeliniony uskok (w zależności od sezonu pokonuje się go na nartach lub w rakach), wychodzimy na Col du Brenay (3631 m n.p.m.). Dalej, łagodnym już zboczem, osiągamy najwyższy punkt na naszej trasie – Pigne d’Arolla (3779 m n.p.m.).
Ze szczytu zjeżdżamy do zbudowanego na skraju przepaści schroniska Vignettes. Podczas zjazdu miejscem wymagającym szczególnej uwagi jest eksponowane przewinięcie się przez opadającą na południe grzędę. Warunki tutaj różnią się w zależności od sezonu i czasami wymuszają założenie raków.

Dzień czwarty i piąty należą do najtrudniejszych na całej trasie. Z uwagi na ograniczone możliwości wycofu pomiędzy schroniskami Valsorey i Vignettes lepiej nie zapuszczać się w ten teren przy niepewnej pogodzie. Odcinek wymaga solidnego przygotowania topograficznego. Ściągnięty z internetu track GPX sam w sobie może nie wystarczyć. Warto wcześniej spędzić trochę czasu nad mapą, a nawet rozpisać azymuty. Przy słabszych warunkach warto też rozważyć ominięcie masywu Pigne d’Arolla lodowcem Otemma.
W schronisku Vignettes zbiegają się różne warianty Haute Route, dlatego praktycznie zawsze panuje w nim tłok i gwar. W przypadku złych prognoz na kolejny, bardzo wymagający dzień możemy stąd też w miarę łatwo wycofać się do ośrodka narciarskiego Arolla.
Dzień 6 – Cabane des Vignettes – Col de l’Évêque – Col du Mont Brulé – Col de Valpelline – Zermatt
Ostatni dzień to prawdziwa wisienka na Haute Route’owym torcie. Do pokonania mamy aż trzy przełęcze i ponad 30 km trasy.
Ze schroniska wychodzimy jeszcze przed świtem, by w brzasku poranka zjechać stromym trawersem na lodowiec Mont Collon. Jest to kolejne miejsce wymagające skupienia, a czasem zdjęcia nart i zejścia w rakach. Dobrym pomysłem jest przyjrzenie się temu odcinkowi poprzedniego dnia, podczas zjazdu z Pigne d’Arolla.

Następnie podchodzimy na Col de l’Évêque (3371 m n.p.m.), skąd zjeżdżamy na lodowiec Arolla. Po krótkim podejściu łagodnym lodowcem odpinamy narty i w rakach wchodzimy na Col du Mont Brulé (3215 m n.p.m.). Z przełęczy zjeżdżamy na zawieszony lodowiec Tsa de Tsan, którym prowadzi ostatnie już podejście na Col de Valpelline (3543 m n.p.m.).
Z przełęczy roztacza się niezwykły widok, a całą uwagę skupia na sobie piramida Matterhornu.
Lodowiec Stockji jest mocno uszczeliniony, dlatego zjeżdżając nim warto trzymać się śladów (o ile jakieś są). Należy też sprawnie pokonać zjazd w kierunku lodowca Tiefmaten z uwagi na wiszący tam serak. Zresztą widok leżących na śniegu lodowych brył skutecznie zniechęca do najkrótszego nawet postoju w tym miejscu.

Na koniec czeka nas jeszcze długi i widokowy zjazd poniżej mitycznej, północnej ściany Matterhornu, który kończymy w ośrodku narciarskim Zermatt. Do Chamonix wracamy pociągiem lub zamówioną wcześniej taksówką.
Inne warianty Haute Route
Przedstawiona w tekście trasa to tylko jeden z wariantów Haute Route. Można ją pokonywać przynajmniej na kilka sposobów.
Podstawowym wariantem, wybieranym przez większość skiturowców, jest ten przebiegający przez ośrodek narciarski Verbier. Po drodze korzysta się z wyciągów a schroniska, w których się nocuje to Mont Fort, Prafleuri oraz Cabane de Dix. Pierwszą noc, zamiast w schronisku Albert 1re można też spędzić w Cabane du Trient.

Innym wariantem, nazywanym przez niektórych „purystycznym”, jest ten przebiegający przez przełęcz Świętego Bernarda. Jest to ciekawa opcja dla tych, którzy uważają, że skoro już cierpieć to konsekwentnie. Wariant nie wymaga użycia żadnych mechanicznych środków transportu. Po drodze nocujemy w schronisku Argentiere, skąd przez przełęcze Col du Chardonnet (3321 m n.p.m.) i Col de la Grand Luy (3416 m n.p.m.) przedostajemy się do wioski La Foully.
Kolejnego dnia, pokonując przełęcz Col de la Fenêtre d’en Haut (2724 m n.p.m.) dochodzimy do wspomnianej przełęczy Świętego Bernarda, na której możemy przenocować w hospicjum prowadzonym przez braci zakonu Kanoników Regularnych Św. Augustyna. Nazajutrz, po pokonaniu prawie 2000 metrów przewyższenia przez Croix de Tsousse (2830 m n.p.m.) dochodzimy do Cabane de Valsorey, gdzie łączymy się z oryginalnym wariantem.

Wreszcie, jeśli uznasz, że sześć dni w górach to za mało, możesz z Cabane des Vignettes udać się do Cabane de Bertol i spędzić tam dodatkową noc przed powrotem do Zermatt. Jest to jedno z najbardziej widowiskowo położonych schronisk w całych Alpach!
Informacje praktyczne
Termin i rezerwacja schronisk
Najlepszy termin na Haute Route to koniec marca i pierwsza połowa kwietnia. Schroniska należy rezerwować przez alpejski system rezerwacji. Z racji na duże zainteresowanie trasą, warto to robić z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.
W schroniskach rezerwujemy noclegi z obiadokolacją i śniadaniem. Podczas każdego noclegu przysługuje nam herbata do termosu na następny dzień. Woda pitna dostępna jest jedynie w butelkach i z uwagi na to, że dostarczana jest do schronisk helikopterem, jest stosunkowo droga.
Umiejętności, ekwipunek i przygotowanie
Haute Route to poważny cel, wymagający świetnych umiejętności narciarskich i dobrej kondycji. Ponadto niezbędne jest sprawne poruszanie się w rakach i z czekanem w rękach.
Należy mieć ze sobą sprzęt do poruszania się po lodowcu oraz praktyczną umiejętność użycia go w sytuacji wpadnięcia do szczeliny.
Przy pakowaniu plecaka należy pamiętać, że będziemy go nosić cały czas na naszych plecach, dlatego należy zadbać o to, by był jak najlżejszy i zabrać jedynie niezbędne rzeczy. Przybory toaletowe ograniczamy do minimum – w schroniskach nie ma możliwości wzięcia prysznica. Obuwie na zmianę również nie jest potrzebne – w schroniskach dostępne są dyżurne crocsy.
Wreszcie, przed wyruszeniem w trasę należy się do niej solidnie przygotować nawigacyjnie. Nie wystarczy zgrać ściągniętych z internetu tracków GPX. Najlepiej przygotować je samemu, zapoznając się z mapą, nastromieniem terenu i opracowując potencjalne scenariusze awaryjne.

A jeśli czujesz, że brakuje ci przestrzeni na samodzielne ogarnięcie całej logistyki Haute Route, zawsze możesz skorzystać z pomocy przewodników IFMGA. Zajmą się organizacją, poprowadzą cię przez góry i zadbają o bezpieczeństwo, tak żebyś mógł po prostu cieszyć się wyjazdem.
Przydatna literatura i mapy
Doskonałym przewodnikiem po Haute Route, obejmującym różne jej warianty (łącznie z wariantem “pod prąd”), jest przewodnik autorstwa Didiera Lavigne i Françoisa Damilano (“Haute Route: Chamonix – Zermatt ski touring”, Didier Lavigne, François Damilano)
Książeczka ta, pomimo swoich kieszonkowych rozmiarów, zawiera wszystkie niezbędne informacje – opisy i profile przewyższeń wszystkich etapów, zdjęcia z naniesionymi liniami podejść i zjazdów, a nawet dane teleadresowe firm obsługujących transfery.
Alternatywą może być nieco już wiekowe wydawnictwo Sklepu Podróżnika autorstwa Billa O’Connora. (“Narciarstwo wysokogórskie w Alpach, tom 1”, Bill O’Connor)
Szwajcaria jako jedyny alpejski kraj, ma doskonały system ogólnodostępnych internetowych map, tzw. Swiss Map. W połączeniu z dedykowaną darmową aplikacją Swisstopo, umożliwiającą ściąganie fragmentów map do trybu offline, wyznaczanie tracków GPX oraz korzystanie z warstw nastromienia stoku, są to najlepsze narzędzia do planowania i nawigowania na Haute Route. Wielka szkoda, że zakres map nie obejmuje całego świata albo przynajmniej Europy…
Papierowe mapy pomocne w planowaniu Haute Route i nawigacji w terenie to:
- IGN 3630 OTR – 1:25 000 – Chamonix – Mont Blanc
- Landkarte der Schweiz – Schneesportarten 292-S – 1:50 000 – Mont Blanc
- Landkarte der Schweiz – Schneesportarten 282-S – 1:50 000 – Martigny
- Landkarte der Schweiz – Schneesportarten 283-S – 1:50 000 – Arolla


